Саина - Здравствуй Якутск
В белой-белой сказке
С неба на снег упали краски,
И засиял теплом и лаской
Маленький город мой.
Где я был(a) - неважно,
Где побываю я - неважно,
Я все равно вернусь однажды,
Снова вернусь домой!

припев:
Здравствуй, Якутск, как ты живешь,
Мимо бегут года, не оставляя следа,
Словно мгновения!
Здравствуй Якутск, старый мой друг,
Ты молодой всегда, я поздравляю тебя
С Днем Рождения!

2й куплет:
Мы с тобой взрослели,
Мы с тобой солнцу песни пели,
Мы с тобой видели метели,
И оживали весной.
Стерхами взлетали,
Желтыми листьями взлетали,
Белыми хлопьями взлетали,
Только с тобой, с тобой!

припев

3й куплет:
В белой-белой сказке
С неба на снег упали краски,
И засиял теплом и лаской
Маленький город мой.
Дай же мне надежду,
Город мой, дай же мне надежду,
Что все останется как прежде,
Город мой, я с тобой.

Cóż.... To tyle ;)
2011-06-23 22:25:57 skomentuj (0)
Przepraszam

Chciałam Cię przeprosić...
Za to, że Cię kocham
Za to, że przez Ciebie szlocham...
Za serce, które z bólu pęka
Za to, że miłość to (niby nie, a jednak) udręka...
Za to, że się już poddałam
Za to, że z Tobą po prostu być chciałam
Za noce, nieprzespane...
Za gwiazdy rozkochane
Za serce, które bije dla Ciebie...
Za to, że nie było całkiem jak w niebie
Za to, że chcę zapomnieć Ciebie
Za Twoje, piękne oczy
Za to, że jestem zaliczonym tekstem
Za to, że obdarowałam Cię każdym moim gestem...
Za usta, które Twym smakiem są wypełnione
Za wszystkie wspomnienia bo zostały




2010-10-23 13:28:44 skomentuj (2)
Sen
Szybkim krokiem pobiegła do parku i uznała, że wszystko nadal było tak jak zawsze, od dziesiątek lat, paliło się tak samo jak zawsze. Bezwiednie z uśmiechem zadarła głowę, wspominając jaki zachwyt wywoływały w niej przed laty te rzęsiste światła. Nadal jest ten ogród… ogromny kasztan, zupełnie taki jak zapamiętała.  Kiedyś też tak patrzyła chuchając na kwiaty mrozu w zimie albo martwiąc się, że ma lekcje do odrobienia, więc nie może bawić się pod kasztanem. Gdyby teraz zacisnęła powieki bardzo mocno, chyba usłyszałaby głos jej przyjaciółek, roześmianych, spacerujących albo wiosną grających i plotkujących. A o czym ona myślała, gdy stała przy tym drzewie? O kim? – Jej twarz podniesiona ku drzewu i niebu.. Usiadła pod drzewem i zaczęła marzyć… Nagle drgnęła gdy zobaczyła tego samego chłopca co na dworcu. Dlaczego za mną chodzisz? – zapytała. On jednak zauważył, że jest o wiele piękniejsza niż mu się wydawało i że jest nią zaskoczony. Ale tylko się uśmiechnął w powiewie wrześniowego wiatru łagodnie przeczesującego mu jasne gęste włosy... Po chwili obudziła się i zdała sobie sprawę, że to tylko sen i niespełnione marzenia...
2010-01-31 22:35:07 skomentuj (1)
^...Prosto w serce...^

Uciekaj stąd i zabierz wszystkie nasze dni
Obrazy wspomnień, na których razem ja i Ty
Wyblakłe kalendarze i daty naszych marzeń
I powiedz jej, by zawsze dbała o wszystko co kochałam

Uciekaj już i powiedz, że to moja wina
Gdy cały czas jak Anioł Stróż przy Tobie byłam
Ty byłeś z nią myślami, Wy tak bardzo zakochani
Więc powiedz jej, by zawsze dbała o wszystko co kochałam

Bądź szczęśliwy z nią dla siebie
Bądź szczęśliwy z nią
Bądź szczęśliwy z nią dla siebie
I prosto w serce zadaj cios
Zadaj cios, zadaj cios, zadaj cios

Tak minął rok, widuje jeszcze was czasami
Nie powiem już, że byliście tak zakochani
Zmęczone są jej dłonie i smutne są jej oczy
Wspominasz wciąż myślami, jak było między nami

Za oknem noc, przede mną same dobre dni
Gdieś morze łez, po którym pewnie płyniesz Ty
Samotny kapitanie, pamiętasz jak błagałam
Byś nigdy nie zabierał, wszystkiego co kochałam..

By Paulla, ale tekst rewelacyjny....

2009-05-04 13:24:27 skomentuj (0)
^...Chłopiec...^

Pewnego ranka chłopak podszedł do niej i poprosił, by pożyczyła mu ołówek. Maria wzruszyła ramionami i nie odezwała się ani słowem. Udała, że jest zagniewana zaczepką i przyśpieszyła kroku. Tak naprawdę kiedy zobaczyła, jak ukochany kieruje się w jej stronę, była przerażona. Bała się, że wszystko wyjdzie na jaw. To, że go skrycie kocha, że czeka na niego, że marzy, by wziąć go za rękę minąć szkolną bramę i pójść z nim w świat, tam gdzie, jak mówiono, znajdują się wielkie miasta, bohaterowie powieści, artyści, samochody, liczne sale koncertowe i mnóstwo rzeczy do odkrycia.
Chłłopiec nigdy więcej nie pojawił się w szkole. Minął kolejny tydzień pełen obaw, zanim Maria usłyszała, że wyjechał z miasta. "Wyjechał gdzieś daleko" - usłyszała. W ten sposób Maria dowiedziała się, że można coś utracić na zawsze. Dowiedziała się również, że istnieje miejsce zwane "daleko", że świat jest ogromny, a jej miasto małe i że ludzie najbardziej godni uwagi zawsze w końcu z niego wyjeżdżają. Ona też chciała wyjechać, ale była jeszcze za młoda. Patrząc na zakurzone ulice rodzinnego miasta, przyrzekła sobie, że pewnego dnia wyruszy w ślad za chlopcem. Przez jakiś czas była przygnębiona, bo nie mogła natrafić na ślad chłopca. Nikt nie wiedział, dokąd się wyprowadził. W końcu uznała:
Świat jest zbyt wielki, miłość niebezpieczna, a Matka Boska zbyt wysoko w niebie, aby wsłuchiwać się w jej prośby.

2009-03-25 14:01:33 skomentuj (0)
^... Chwile...^

Pociąg sunął w głąb włoskich ciemności, koła rytmicznie płynęły po szynach. Wszędzie byli nędznie przyodziani ludzie. Pachniało stęchlizną i smutkiem, jak w domu nie sprzątanym. A ona – Serena stała na dworcu w ciepłą noc. Po prostu stała tam, strzelista, bardzo wysoka i smukła, młoda w pogniecionej bawełnianej sukience. Spojrzała na głębokie załamania taniej tkaniny i obciągnęła sukienkę, delikatną ręką. Od razu nasunęło się jej wspomnienie… Przez chwilę z zaciśniętymi powiekami odpychała myśl. Musiała robić to często. Ale wspomnienia nadal się nasuwały.

Nagle zobaczyła, że jeden z chłopców uporczywie patrzy na nią, więc pobiegła do pociągu. Zdawałoby się, że przed czymś ucieka – aż zastanowił się przed czym, gdy po stopniach weszła do wagonu z rozmachem pełnym wdzięku, jak gdyby dosiadała wspaniałego wierzchowca, żeby pogalopować w noc. Dopóki nie zniknęła mu z oczu, patrzy na jej wysoką, smukłą, pięknie wyprostowaną postać. Cóż za nadzwyczajny wdzięk wytworności. Wielka dama – myślał chłopiec. I nie mylił się. Wyczuwało się w Niej jakąś ranę, pomimo jej młodości i wspaniale rozkwitłej urody, coś rozbitego, uszkodzonego, może raz na zawsze. Odnosiło się wrażenie, że dźwiga jakiś straszny ciężar, udręczona prawie nie do wytrzymania.

A przecież nic w jej powierzchowności nie świadczyło o tym. Oczy miała czyste – niebieskie, twarz idealnie gładką. Nawet w swej pomiętej, brzydkiej sukience prezentowała się imponująco. Tylko przyglądając się bardziej wnikliwie musiało się zauważyć tę udrękę. Tak właśnie przyjrzał się jej chłopiec i teraz, gdy skierował na nią wzrok. Boże, jaka ładna! Ciemne włosy wymykają się spod ciemnozielonego bawełnianego szalika, zawiązanego na głowie po chłopsku, ale nie przekonująco. Ta dziewczyna nie może uchodzić za chłopkę, w cokolwiek byłaby ubrana. Zdradza ją postawa, ruchy i wdzięk młodej gazeli. Jest w niej coś prawie zbyt pięknego. Prawie boli jej widok, gdy się patrzy na nią za długo bez przerwy. I ten sprany ciuch na niej… wprost żenujący. Aż by się chciało klepnąć ją w ramię i zapytać: dlaczego tak się przebrałaś, co robisz tutaj, w ścisku, wśród mętów z zatłoczonego pociągu? I Następnie: skąd przybyłaś? Dokąd jedziesz? Dlaczego wyraz oczu masz taki daleki?

Za oknem przelatywały po ciemku spokojne okolice swojskie, przynależne do niej nawet teraz, po bez mała czterech latach. To się skończy… ale kiedy? Tam wydawało się, że to trwa całe życie, wieczność. Miała wtedy zaledwie siedemnaście lat, a za sobą już dwa długie lata tego lęku. Nie tyle nawet lęku własnego, ile wszystkich wokoło. Dorośli lękali ją nieustannie, żyjąc pod pewnym terrorem. Dzieci próbowały udawać, że ich to nie obchodzi. A ona w wciąż o tym myślała, wspomnienia opadały ją raz po raz. Z trudem powstrzymywała okrzyk radości, gdy jadąc przez to miasto pojęła, że jest powrotem we wspomnieniach. Ale to dopiero początek. Wolno otworzyła oczy w łunie świateł przystanku i znów się upomniała: to dopiero początek, bo właściwie ta podróż jeszcze się nie rozpoczęła.

Szybkim krokiem pobiegła do parku i uznała, że wszystko nadal było tak jak zawsze, od dziesiątek lat, paliło się tak samo jak zawsze. Bezwiednie z uśmiechem zadarła głowę, wspominając jaki zachwyt wywoływały w niej przed laty te rzęsiste światła. Nadal jest ten ogród… ogromny kasztan, zupełnie taki jak zapamiętała.  Kiedyś też tak patrzyła chuchając na kwiaty mrozu w zimie albo martwiąc się, że ma lekcje do odrobienia, więc nie może bawić się pod kasztanem. Gdyby teraz zacisnęła powieki bardzo mocno, chyba usłyszałaby głos jej przyjaciółek, roześmianych, spacerujących albo wiosną grających i plotkujących. A o czym ona myślała, gdy stała przy tym drzewie? O kim? – Jej twarz podniesiona ku drzewu i niebu.. Usiadła pod drzewem i zaczęła marzyć… Nagle drgnęła gdy zobaczyła tego samego chłopca co na dworcu. Dlaczego za mną chodzisz? – zapytała. On jednak zauważył, że jest o wiele piękniejsza niż mu się wydawało i że jest nią zaskoczony. Ale tylko się uśmiechnął w powiewie wrześniowego wiatru łagodnie przeczesującego mu jasne gęste włosy i wybełkotał:

- Przyciąga Cię to drzewo, czy tak?

Tak – przytaknęła z dziecięcym uśmiechem. Coś w nim jednak sprawiało, że pragnęła mu ufać. Oczy miał dobrotliwe…

- Rozmawiasz z tym drzewem tutaj?

- Czasami – wyznała.

- Czy zamierzałaś z nim rozmawiać nawet wtedy gdy Cię przyłapałem? Potrząsnęła głową. Posmutniała.

- Nie.. tylko chciałam je zobaczyć…

Po chwili odwróciła się z dziwnym wyrazem oczu.

- Przykro mi – powiedział, po czym zawiesił głowę i palcami poczochrał trawę.

- Jak masz na imię? – zapytała.

- Karol, a Ty?

- Syrena.

Po czym szybko wstała i uciekła do domu. Położyła się w zimnej pościeli i stwierdziła, że myśli o popołudniowym spotkaniu w ogrodzie, o tych długich smukłych dłoniach bawiących się źdźbłami trawy, o tych szerokich barach i szarych oczach. Jest szalenie przystojny, aż dziwne, że się go nie widzi w smokingu czy też na boisku piłki nożnej – myślała. Takich ludzi widywała, tylko, że daleko im wszystkim do niego!

Ciągle myślał o niej. Stał po ciemku przy oknie swego pokoju, kurtka wisiała na krześle, krawat leżał na biurku, a on patrzył na drzewo za oknem. Jeszcze widział, jak słońce odbijało się w jej oczach, gdy patrzyła na niego. Nagle po raz pierwszy od długiego czasu poczuł tęsknotę fizyczną, jakiś przemożny głód, zatęsknił ciałem do tej dziewczyny, jak od dawna nie tęsknił do żadnej. Teraz mógł myśleć tylko o niej, o kształcie jej szyi, jej ramion, o jej talii tak cienkiej, jakby prawie nic nie było pod wykrochmalonym paskiem białego fartucha. Obłęd! On zaręczony z najpiękniejszą dziewczyną nagle czuje pociąg do innej. Wiedział, że nie, wiedział, że jej pragnie, pragnie nie tylko fizycznie – chce od niej czegoś więcej. Chce znać jej sekrety, odkryć, co się kryje w głębokich, tajemniczych cieniach tych ogromnych niebieskich oczu.

Postanowił pójść do tego pamiętnego parku. Gdy przyszedł, stał nieruchomo zapatrzony w kasztan, gdy nagle zobaczył ją. Jak widmo, jak wspaniały duch przemknęła pod tym drzewem i usiadła. Długie włosy powiewały poruszane wiatrem, prawie srebrzyste w księżycowej poświacie, delikatny profil był uniesiony, jak gdyby wdychała nocne powietrze, oczy miała przymknięte. Okutana w coś, chyba w koc, wyprostowała na trawie swe nogi. Dojrzał, że jest samotna, i poczuł, jak wszystko w nim się napina i wyrywa do tej dziewczyny. Nieomal bezwolnie odwrócił się i podbiegł najszybciej jak tylko mógł. Już stał za nią, drżąc w tym wietrze, dygocząc z pożądania, ale nie bardzo wiedząc, co go pod ten kasztan przygnało. Ona jak gdyby wyczuła jego obecność, odwróciła się i spojrzała na niego przerażonymi wielkimi oczami, nic jednak nie powiedziała. Stał przez chwilkę, patrzyła na niego i czekała, aż bez słowa usiadł obok niej na trawie…

Westchnęła i prawie odruchowo oparła głowę na jego ramieniu, przymknęła oczy. Zanim zdążyła coś powiedzieć, wziął ją w objęcia i pocałował, sam zdumiony swoim pragnieniem, głosem, swoją namiętnością. Przywarł do niej cały, trzymał ją mocno, nie chciał oderwać ust od jej ust, gdy rozchyliła wargi. Pożądanie zapierało mu dech, więc w końcu, żeby odetchnąć, odsunął się powoli od niej, zwiotczałej, stopniałej i nieomal w jego ramionach wzdychającej cichutko. – Och, - Pocałował ją znowu i tym razem ona musiała nabrać tchu. Potrząsnęła głową, jak gdyby chciała oprzytomnieć i ze smutkiem spojrzała na niego w księżycowej poświacie. Znów oczy jej lśniły…

- Chciał jej powiedzieć, że ją kocha, ale to przecież idiotyzm! Kocha? Prawie jej nie zna. Jednak wiedział, że jakaś nadzwyczajna więź łączy go z tą dziewczyną.

Nie – Podniosła rękę, a on zaczął całować jej smukłe palce. – Nie może tak być. Pan ma swoje życie. Ale on myślał tylko o niej, patrząc na nią w poświacie, całując ją delikatnie, odsuwając, żeby znów na nią patrzeć. Nie wiedziała dlaczego mu pozwala, ale wydawało się, że coś jej to nakazuje i że od początku przeczuwała, że to nastąpi. A to przecież szaleństwo… Do czego to doprowadzi? Nieomal się skręciła na tę myśl…

Nagle on uśmiechnął się w duchu. Długo patrzył na tę dziewczynę o urodzie tak dziwnie nobliwej i zastanawiał się, kim ona rzeczywiście jest, chociaż wiedział, że to nie ma i chyba nie będzie miało żadnego znaczenia. Ona jest kimś szczególnym, uroczym, pragnął jej, jak nigdy dotąd nie pragnął kobiety, nawet tej, z którą był zaręczony. Nie rozumiał dlaczego, ale nie kwestionował ani tego faktu, ani stwierdzenia, że zwariował. Jak można kochać dziewczynę prawie nie znaną? A przecież wiedział, że ją kocha, i Ona w jego objęciach też o tym wiedziała. Znów ją całował długo i żarliwie. A potem już nic nie mówiąc wstał i pociągnął ją, by wstała także, pocałował ją jeszcze raz i wolno poprowadził do domu. Tam ją zostawił po ostatnim pocałunku nadal bez słowa. Patrzyła na niego przez głuchą chwilę, zanim cicho zamykając drzwi zniknęła do domu.

W nocnej koszuli siadła na schodach tuż za zakrętem i wytężała wzrok spomiędzy słupków balustrady. Roześmiała się teraz wchodząc na te schody. Ale dziwne jest to uczucie: być tutaj w ciemną noc, gdy ich wszystkich dawno już nie ma. Wspomnienia jednocześnie upajały ją i przejmowały zimnym dreszczem. Budziły tęsknotę i zarazem żal. Na podeście pierwszego piętra nagle poczuła falę nostalgii takiej, jak nigdy od lat. Zapragnęła pójść do swojego pokoju, usiąść na swoim łóżku, popatrzeć na widok za oknem. Odruchowo podniosła rękę i ściągnęła z głowy zakurzony już biały szalik, rozpuściła swe długie ciemne włosy. Podobnym gestem kiedyś co dzień zdejmowała kapelusz po powrocie ze szkoły wbiegając do swego pokoju. Teraz tylko stała w drzwiach i rozejrzała się. Pokój był prawie pusty z paroma biurowymi szafkami, zwyczajnym biurkiem, półką na książki i kilkoma krzesłami.

 

                                                                                            Część II

W ciągu kilku następnych dni maja Karol, udręczony, wypełniał swoje obowiązki machinalnie, a Serena chodziła jak we śnie. Nie rozumiała, co ją nagle zbliżyło do niego, i nie była pewna, czy chce, żeby takie zbliżenie się powtórzyło. On chciałby się przespać ze swoją włoską służącą, tylko o to mu chodzi - przypadkowa przygoda. A przecież nawet rozgniewana przypominała sobie jego objęcia i pocałunki pod wierzbą i wiedziała, że pragnie znów tak się z nim spotkać. Trudno byłoby powiedzieć, kto z tych dwojga ma minę bardziej nieszczęśliwą, gdy usiłowali się uporać ze swoją pracą. Nie rozmawiali ze sobą od tamtej nocy pod wierzbą. Nazajutrz rano Serena wiedziała, że to sprawa beznadziejna, a Karol był zły na siebie, nękany poczuciem winy i lękiem. Z pewnością Serena - rozmyślał - jest niewinna pod każdym względem, z pewnością jest dziewicą i za dużo już przecierpiała, żeby jeszcze ją unieszczęśliwić wojennym romansem z amerykańskim oficerem. W dodatku musiał myśleć o swojej narzeczonej. Ale sęk w tym, że myśl nie o Pattie zaprzątała go rankiem i wieczorem, i przez dwanaście godzin każdego dnia. Chwila za chwilą wydawała się wypełniona myślami o Serenie, aż w niedzielę rano, gdy ją zobaczył przy pracy w warzywniku Marysi, nie mógł już znieść tego dłużej. Po prostu musiał z nią porozmawiać, wyjaśnić jej wszystko, zanim zupełnie zwariuje.

- Chcę z tobą porozmawiać. - I zapytał prawie nieśmiało: - Jesteś zajęta? - Trochę. - Serena nagle wydawała się bardzo dorosła składając narzędzia, znów się prostując i patrząc mu w szare oczy zielonymi oczami. - Ale niespecjalnie. Chce pan, żebyśmy usiedli tam? - Wskazała małą żelazną ławkę nadal ładną, pomimo łuszczącej się farby, pozostałą z lepszych czasów. Z ulgą przyjęła jego propozycję, byli sami, nikt ich nie obserwował. Wszyscy ordynansi mieli tę niedzielę wolną. Marcella poszła do kościoła i w odwiedziny do znajomej. Ona po wcześniejszej mszy chciała zająć się ogrodem, więc staruszka nawet nie próbowała ciągnąć jej do swojej kumy. Na ulicy przed domem stało jak zwykle dwóch wartowników, ale poza tym byli rzeczywiście sami - major i Serena. Podszedł z nią do ławki i oboje usiedli. Zapalił papierosa, zapatrzył się na wzgórza w dali.

- Przepraszam - powiedział. - Zachowywałem się w tym tygodniu fatalnie. Myślę, że mam lekkiego bzika. - Spojrzenie szarych oczu było szczere. Przytaknęła.

- Ja też mam. Nie wiedziałam, co się dzieje.

- Gniewasz się? - Od czterech dni się nad tym zastanawiał. Może ona się zlękła. Wiedział, że sam czuje lęk, chociaż nie rozumie dlaczego.

- Chwilami się gniewałam. - Uśmiechnęła się z wolna, a potem westchnęła. -Chwilami nie. Bałam się... i miałam zamęt w głowie... i... - Spojrzała na niego, milknąc, a on znów zapragnął obejmować ją, tulić i nagle ogarnęło go pożądanie. Posiąść ją tutaj, na trawie pod drzewami, w jesiennym słońcu. Zamknął oczy, jak gdyby chwycił go dojmujący ból. Serena dotknęła jego ręki.

– Co Ci jest?

- Wszystko. - Otworzył oczy. - Nie rozumiem tego, co czuję... co się stało. -I nieoczekiwanie duchem i ciałem, całą swoją istotą wiedział, że nie zdoła z tym dłużej walczyć. - Kocham cię. O Boże... - Przyciągnął ją do siebie. - Kocham cię.

 

W Serenie, gdy poczuła na ustach jego wargi, też wezbrało pożądanie, ale nie tylko. Spokojnie zapragnęła należeć do niego zawsze, być jego częścią, żeby stać się całością. To było tak, jak gdyby tutaj, w siedzibie rodziców, w ich ogrodzie znalazła swoją przyszłość, jak gdyby był jej sądzony ten wysoki, jasnowłosy Amerykanin,  jakby urodziła się dla niego.

- Kocham cię - wyszeptała bardzo cicho. Uśmiechała się i jednocześnie w oczach jej błyszczały łzy.

- Wejdziesz ze mną do domu? - Nie chciał wziąć jej na ręce i wnieść. Chciał, żeby wiedziała, co robi, żeby sama zdecydowała.

Zrozumiała go. Przytaknęła powoli i wstała z ławki. Oczy miała ogromne, patrząc na niego, takich wielkich oczu nigdy dotąd nie widział. Z powagą ujął jej rękę i poszli razem przez ogród, a ona czuła się dziwnie, tak jakby przed chwilą się pobrali... Czy chcesz tego mężczyznę...? Chcę... Słyszała własny głos mówiący to w jej sercu, gdy wchodzili razem do hallu i zamknął za nimi drzwi. Objął ją wpół, poprowadził na główne schody i do sypialni, kiedyś będącej sypialnią jej matki. Stanęła na progu i nagle zaczęła drżeć, wpatrzona w łoże z baldachimem oczami pełnymi wspomnienia i lęku.

- Nie... nie mogę... - powiedziała prawie szeptem. Przytaknął. Przecież by jej nie nakłaniał, chciał tylko przytulić ją, popieścić, całować jej aksamitną skórę.

- Nie musisz, kochanie moje... nigdy... ja nie będę ciebie zmuszał... Kocham cię. -Te słowa koziołkowały w gęstwinie jej jedwabistych włosów, gdy osunął usta na jej szyję i piersi. Delikatnie wargami rozchylił ciemną bawełnianą sukienkę, spragniony każdego cala tej białej skóry i sunącym językiem zaczął zbierać smak jak nektar, aż ona zaczęła cicho jęczeć. - Kocham cię,  Sereno... Kocham cię... - To nie było kłamstwo, rzeczywiście nigdy dotąd nie zdarzyło mu się tak kochać i pożądać.

Zapominając, co powiedziała w drzwiach, podniósł ją pieczołowicie, położył na łóżku i wolno rozebrał. Nie opierała się, same jej ręce poszukały go, przywarły do niego tak, że już nie mógł walczyć ze swym przemożnym głosem.

- Sereno - wyszeptał ochryple - chcę ciebie, najmilsza... chcę... - Ale w tym szepcie było pytanie i popatrzył jej w oczy.

Przytaknęła. Ściągnął z niej resztę bielizny, leżała przed nim naga. Sam się rozebrał i już leżał przy niej, przyciskał ją do siebie. I najpierw jak najdelikatniej, potem bardziej zaborczo wsuwał się w nią coraz głębiej. Tkliwie zaczął ją wtajemniczać w cuda miłości i kochali się bardzo czule do chwili, gdy ona nagle wygięła się i krzyknęła głośno, ale nie z bólu. Teraz sobie pozwolił na niepohamowanie. Poczuł, jak przeszywa go strzała z gorącego złota, i uleciał w niebo pełne gwiazd. Spleceni ze sobą dryfowali po wszechświecie w nieskończoność... aż ocknął się przy niej, pięknej, jak gdyby motyl znalazł się w jego objęciach..

W milczeniu rozmyślał o tym, co przeszła, i o długiej drodze, jaką przebyła, żeby wrócić do domu, do tego miasteczka, gdzie, chwała Bogu, ją znalazł. Nigdy jej od siebie nie puści. Ale tak rozmyślając o Serenie, spojrzał przypadkiem na fotografię uśmiechniętej brunetki w srebrnej ramce na marmurowym blacie stolika przy łożu. Serena jak gdyby wyczuła, gdzie on patrzy, odwróciła się i też spojrzała na tę fotografię Pattie uśmiechającej się teraz do nich dwojga. Nic nie powiedziała, tylko spojrzała mu w oczy pytająco. Westchnął cicho i potrząsnął głową.

- Nie wiem, Sereno. Na to jeszcze nie mam odpowiedzi.

Przytaknęła rozumiejąc, ale nagle się zaniepokoiła. A jeśli go utraci? Musi go utracić. Tamta dziewczyna należy do jego świata, tak jak ona, Serena, chyba nigdy nie mogłaby należeć.

- Kochasz ją? - zapytała łagodnie, ze smutkiem.

- Wydawało mi się, że ją kocham. Nawet bardzo.

Znów przytaknęła i nic nie powiedziała. Delikatnie uniósł jej podbródek, zmusił ją, żeby spojrzała mu w oczy.

- Zawsze będę ci mówił prawdę, Sereno. Nigdy niczego nie zataję. Jestem z nią zaręczony i, do diabła, pojęcia nie mam, co zrobić. Ale kocham ciebie. Szczerze, uczciwie, kocham ciebie. Wiedziałem to od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłem, jak skradasz się na palcach po ciemku w moim gabinecie. - Uśmiechnęli się do tego wspomnienia oboje. - Muszę tę sprawę przemyśleć. Nie kocham Pattie. Kochałem, bo była dla mnie częścią dobrze znanego, wygodnego świata.

Grudzień  był dla Sereny miesiącem pięknego snu. Zorganizowali swój romans, ona i Karol, w sposób cudownie precyzyjny. Co wieczór po kolacji Karol szedł do swego pokoju, a Serena czekała w swoim. Gdy Marcella zwykle już po odejściu ordynansów kładła się spać, Serena cicho na palcach biegła do głównego hallu i na górę po marmurowych schodach do sypialni chłopca, gdzie on jej oczekiwał z zabawnymi opowieściami, czasem z listem od młodszego brata, z białym winem albo szampanem, z paterą ciastek, ze zdjęciami, które jej zrobił w poprzedni weekend i które razem oglądali. Zawsze było coś, czym mogli się dzielić ze sobą i cieszyć, chichocząc, rozważając, i nieuniknienie następował wkrótce cud miłości, niezliczone odkrycia i rozkosze, jakie znajdowała w jego objęciach. W końcu wszystkie fotografie Pattie zostały usunięte do gabinetu i tam już ich nie widziała. Spędzali noce w przytulnym łożu z baldachimem, wstawali rankiem przed szóstą, zanim w domu zaczynał się ruch. Przez chwilę patrzyli, jak słońce wytacza się nad ogród, i po ostatnim pocałunku, dotknięciu, uścisku Serena wracała do służbowej sutereny i rozpoczynali każde swój dzień. Dziwnie czuli się, jak gdyby niedawno wzięli ślub, żyli w godzinach dnia myślą o powrocie do siebie wieczorem.

Trzydziestego pierwszego grudnia Serena zastała Brada zdenerwowanego. Odpowiadał jej wymijająco, wyraźnie się zaniepokoił, gdy go objęła, po czym gdy to skomentowała, udał, że niedosłyszał.

- Co?! - Siedział w fotelu zapatrzony w ogień na palenisku kominka i daleki, i dopiero po chwili spojrzał na nią. - Przepraszam, Sereno, co mówiłaś?

- Że chyba czymś się martwisz, kochanie - szepnęła mu w szyję. Westchnął i przytulił głowę do jej głowy.

- Naprawdę nie. Jestem tylko rozproszony.

Przyjrzała mu się uważnie i znów pomyślała: jaka to dumna twarz, jakie piękne te szare oczy. Już wiedziała, że on w dodatku do dużej inteligencji ma bardzo dobre serce. Czasami aż za bardzo. Jest człowiekiem, którego największa cnota to współczucie, i zawsze stara się rozumieć innych, pomagać im. Dlatego też nieraz okazuje za mało stanowczości jak na przywódcę. Nigdy nie jest bezwzględny. Zawsze się przejmuje.

- Co cię tak rozprasza, K.J?

Uśmiechnął się, gdy nazwała go tak, jak ogólnie go nazywano. Czyniła to rzadko. Przekomarzając się z nim, tytułowała go panem majorem. Zwykle mówiła mu po imieniu: Karol.

Patrzył teraz na nią i uznał, że jednak trzeba jej powiedzieć. Zamierzał poczekać z tym do rana, ale po co? - i tak żadna chwila nie będzie odpowiednia.

- Sereno... - Jego ton sprawił, że serce jej zamarło. Wiedziała, co ma nastąpić. Dostałem dziś rano telegram. - Słuchała z oczami zamkniętymi, żeby powstrzymać łzy. Powinna być dzielna, kiedy to usłyszy, ale wszystko się w niej trzęsło, zatrzepotała powiekami i zobaczyła odbicie swego bólu w jego oczach.  To Pattie. Jest w drodze tutaj. Niezupełnie wiem dlaczego. Zawiadamia mnie, że ta podróż to prezent urodzinowy od jej ojca. Szczerze mówiąc, myślę, że jest niespokojna. Rzadko do niej ostatnio pisywałem, więc telefonowała tu co drugi dzień potem, jak... Nie wiem. Trudno mi było z nią rozmawiać. Nie zdołałem postąpić z nią honorowo. Nie wiem. Nie mam pewności, co zrobić. Chyba powinienem był napisać do niej wiele tygodni temu, zerwać zaręczyny, ale... - Martwił się rozpaczliwie. - Po prostu nie byłem pewny.

Serena przytaknęła powoli. Czuła ból, jakby nóż wbijał jej ktoś w serce.

- Nadal ją kochasz, prawda? - Raczej stwierdziła, niż zapytała. K.J. patrzył z jeszcze większą udręką w oczach.

- Nie mam pewności. Nie widziałem jej od wielu miesięcy i to wydaje się teraz takie nierealne. Pierwszy raz przyjechałem do domu po trzech latach. Nastrój taki szampański, taki romantyczny. Jej rodzina i moja rodzina temu błogosławiły. Zupełnie jak w jakimś filmie. Nie jestem pewny, czy to ma związek z prawdziwym życiem.

- Ale zdecydowałeś się z nią ożenić? Przytaknął.

- Wszyscy tego chcieli. - Wiedział, że musi być uczciwy. -i ja tego chciałem. Uważałem to wtedy za słuszne. A teraz...

Serena przymknęła oczy i przeciągnęła się w cieple ognia usiłując znieść to, co przewidywała. Znów spojrzała na niego smutno, bez gniewu. Wiedziała, że nie może pokonać tej ładnej, ciemnowłosej dziewczyny. Ona już go sobie zdobyła -pomyślała - a ja jestem nikim.

Wiem, co myślisz. - Żałośnie Brad zwichrzył ręką swoje już i tak potargane włosy. Zanim Serena przyszła do niego w ten wieczór, siedział przez długie godziny rozmyślając, rozważając, zadając sobie pytania, na które nie znajdował odpowiedzi. - Sereno, kocham ciebie.

- I ja ciebie kocham. I rozumiem, że to, co nas łączy, jest bardzo romantyczne, jest cudowne, ale tylko tutaj. Brad, tamto nie jest realne? Ona, jej rodzina dobrze cię znają. Ty ich dobrze znasz. Tam jest twoje życie. Czym rzeczywiście może być nasze spotkanie? Czymś na pamiątkę? Chwilą czułości? - Wzruszyła ramionami. -Właśnie to jest ,jak w filmie” - przytoczyła jego określenie. - Z prawdziwym życiem nie ma związku. Nie możesz zabrać mnie tam do siebie. Nie możemy się pobrać. To z nią powinieneś się ożenić i wiesz o tym.

Oczy miała pełne łez.

- Mógłbym zerwać. - Sęk tylko w tym, że nie był pewny, czy tego chce. Kochał Serenę. Ale przedtem Pattie też kochał. I to z dumą, rozradowany, podniecony. Czy tak jak wtedy, czuje się teraz? W tej chwili jego uczucie do Sereny było opiekuńcze, tkliwe, chwilami prawie ojcowskie. Chciał być dla niej. Wiedział też, że co wieczór chce, żeby ona była dla niego. Zaczął już liczyć na jej spokojną obecność, jej przemyślane wypowiedzi, na momenty, gdy cicho rozważała wszystko, co on mówi. Nieraz jej uwagi pomagały mu później. Siedząc przy biurku i męcząc się z jakimś problemem, słyszał przy sobie ten łagodny głos i śmiało ów problem rozwiązywał. Serena dawała mu siłę, o jakiej Pattie nie miała pojęcia. Serena przetrwała utratę i żal, dzięki temu stała się silniejsza i właśnie taką siłą dzieliła się z nim. U jej boku czuł się tak, jakby mógł przenosić góry, w jej objęciach znajdował namiętność przedtem mu nie znaną. Ale czy to się utrzyma do końca życia?


2009-01-14 13:29:49 skomentuj (2)
^...Dusza...^

Kiedyś,
byłam zagubioną duszyczką,
która nie znała szczęścia i nie wiedziała
jak wygląda prawdziwa miłość.
Nie wiedziała,
że to właśnie jest
wielkie i tak ogromne uczucie,
zrozumienie,
bezgraniczna wiara,
zaufanie,
pokładanie nadziei w drugiej osobie.
Obdarowywanie siebie wzajemnym szczęściem,
gestami, czynami a nie tylko słowami.
Ta zagubiona duszyczka
nie wiedziała,
że można płakać ze szczęścia,
że miłość wszystko wybacza,
nie zna kłamstwa,
obłudy,
szyderstwa i zdrady.
Ta duszyczka zwątpiła,
że istnieją tak piękne uczucia,
lecz przyszedł czas, który jej to pokazał.
Pokazał co znaczy ta prawdziwa,
jedyna i pełna oddania miłość.
Bóg postawił Ciebie na mojej drodze
bym wszystko zrozumiała.
Pokazał,
bym mogła
obdarować tą miłością Ciebie.

Czuję że to właśnie na Ciebie
Czekałam całe życie
Że to właśnie o Tobie
Marzyłam skrycie.
Powiedz mi tylko jak to zrobiłeś,
Że cierpiące serce
W radosne zamieniłeś? :)

P.S Z okazji nadchodzących Świąt chciałabym ze szczerego serca życzyć wszystkim:
Narodziła się Dziecinka
dziś prezenty i choinka
w stajni zimnej i na sianie
niechaj szczęście pozostanie
przez rok cały z Twą rodziną
niech prezenty nie ominą
ani starszych ani dzieci
w Nowym Roku słońce świeci
dla Rodziny tylko Twojej
te życzenia są od mojej!

Wszystkiego najlepszego!

2008-12-23 13:11:50 skomentuj (0)



- Księga -


- Archiwum -

2011
czerwiec
2010
październik
styczeń
2009
maj
marzec
styczeń
2008
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty



- By -
- Lord of Darkness -


Możesz zostawić wiadomość naciskając na słoneczko ;)

KOCHAM CIĘ :*

.....::: O mnie :::.....
Coś o mnie Sprawdź ile o mnie wiesz ;)

.....:::Stronki:::.....
Słownik Angielski ;)
Sms-y Miłosne ;)
VIVA Jak Mtv to i Viva ;)
Życzenia Na każdą okazje ;)
Opisy Oczywiście na gg ;)
Wiersze Bardzo dobre wierszyki ;)
Ściaga Dobra do szkoły ;)
MTV Mtv ;)
Ganja Stronka Ganji ;)
Fajne gierki Jakby się komuś nudziło ;)
Happy Three Friend Małe, słodkie i brutalne ;)
Teledyski jak ktoś lubi teledyski ;)

.....:::Fajne Stronki Gazetek:::.....
Stronka Filipinki Hm....;)
Stronka Bravo Fajniusia ;)

.....:::Radyjka:::.....
Radio Zet Miłe dla Uszka ;)
Radio Bielsko Fajniutkie ;)

.....:::Blogaski innych móżdżków:::.....
Blog Filipka Kochanego siostrzeńca ;)
Blog Grzesia Sweet ;)
Blog Angel Przesympatyczna osóbka ;)
Blog Ewci Drugi Blogasek Serduszka ;)
Blog Gigasa Mroczny ;)
Blog Ermirki Zajefajny ;)
Blog mojej siorki Inaczej Magdi ;)
Blog Lukassona Super ;)
Blog Ewci Serduszko ;)
Blog Gandzi Gandziofaty ;)
Blog Kruszynki Prze...Fajny ;)
Blog Azihh Po prostu Azi ;)
Blog Little Black Angel Mały Aniołek ;)
Blog Kici Extra ;)